Jedna wymiana zdań w mediach społecznościowych potrafi dziś uruchomić efekt domina: komentarze, udostępnienia, emocje i szybkie „ustawianie” stron sporu. Tym razem punkt zapalny pojawił się wokół wpisu, który w kilka godzin zaczął żyć własnym życiem — i przestał dotyczyć wyłącznie dwóch nazwisk. W tle są nie tylko polityczne sympatie, ale też pytanie o granice języka w debacie publicznej i o to, …
👇 👇 👇 👇 👇