June 13, 2026
Reklama

Tragedia nauczycielki z Gdańska: jej syn zginął na froncie w Ukrainie. Jego poświęcenie i słowa matki poruszają do głębi.

Reklama

Gdy w Ukrainie wybuchła wojna, Władysław Haritoniuk pracował w fabryce w Łodzi, ale w jednej chwili spakował się, wrócił do ojczyzny i zaciągnął do wojska. Przez trzy i pół roku walczył na pierwszej linii frontu. — Nigdy się nie poddawał, mówił, że będzie tam do końca, ale myśleliśmy, że ten koniec będzie inny. Każdego dnia się za niego modliliśmy… — mówi “Faktowi” Julia Haritoniuk, mama Władysława, która jest nauczycielką w IX Liceum Ogólnokształcącym w Gdańsku. Jej ukochany syn zginął 6 sierpnia 2025 r. w obwodzie charkowskim. Pani Julia podkreśla, że chciałaby, żeby wojna wreszcie się skończyła, żeby wszystkie rozmowy o pokoju przyniosły skutek. — Co bym chciała przekazać Putinowi? Czekam aż umrze, może coś się zmieni — nie kryje emocji.

Reklama

Nie ma dnia, by w Ukrainie nie było kolejnych ofiar rosyjskiej agresji. Giną żołnierze i cywile, dorośli i dzieci. ONZ szacuje, że od początku inwazji Rosji na Ukrainę zginęło ponad 15 tys. cywilów. Wśród ofiar jest blisko 700 dzieci, ponad dwa tysiące zostało uznanych za zaginione. Prezydent Wołodymyr Zełenski przekazał kilka dni temu, że w ciągu niespełna czterech lat śmierć poniosło 55 tys. żołnierzy. Jedną z ofiar tej wojny jest 29-letni Władysław, syn nauczycielki z IX Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku, Julii Haritoniuk.

Reklama
Udostępnij na Facebooku
Reklama