Zaczął padać deszcz, gdy trumna została opuszczona do grobu. To było tak, jakby samo niebo postanowiło opłakiwać Olgę Wołkową – kobietę, którą kochał przez dwadzieścia osiem lat. A przynajmniej myślał, że kochał. Andriej stał na skraju grobu, nieświadomy lodowatych kropli spływających po jego twarzy, mieszających się z tym, co mogło być łzami.
Wokół niego tłoczyli się ludzie: wspólnicy, znajomi z biznesu, dalecy krewni, których nie widział od lat. Wszyscy przyjechali pożegnać żonę milionera, ale Andriej wiedział, że większość z nich przyszła zobaczyć jego. Żeby zobaczyć, jak najbogatszy człowiek w regionie chowa swoją żonę.
