Stałem cicho przed grobem ojca, wiatr ledwo poruszał drzewami wokół mnie. Nie było żadnej hucznej ceremonii. Tylko zimna prawda o stracie i ciężki ból niedokończonych rozmów. Mój ojciec – człowiek, który własnymi rękami zbudował firmę wartą 500 milionów dolarów – odszedł. A wraz z nim odeszły odpowiedzi na tak wiele pytań, które nosiłem w sobie przez lata.
Mam na imię Frank. Mam 45 lat. W dniu pogrzebu ojca zostałem z niczym poza starym, zardzewiałym pick-upem. Firma? Majątek? Majątek? Wszystko to trafiło do Patricka – mojego szwagra.
