Mam 60 lat i po wielu miesiącach bez kontaktu postanowiłem odwiedzić rodzinę mojego syna. Bardzo za nimi tęskniłem, ale gdy tylko przekroczyłem próg, zamarłem.
Moja synowa, Carmen (32), wyglądała na wyczerpaną: włosy miała pospiesznie związane w niedbały kok, bladą twarz i głębokie cienie pod oczami, zdradzające nieprzespane noce.
W domu panował bałagan: zabawki walały się wszędzie, dzieci biegały i krzyczały.
