W cichym zakątku małego amerykańskiego miasteczka, pewnej deszczowej nocy prawie dekadę temu, młoda kelnerka Emily Parker wyjrzała przez zaparowane okno baru, w którym pracowała, i zobaczyła coś, co ją zatrzymało.
Cztery małe dziewczynki stały skulone na zewnątrz w ciemności, w przemoczonych i podartych ubraniach, z twarzami bladymi z głodu. Nie było widać żadnego rodzica. Żadnych płaszczy. Żadnych parasoli. Tylko cztery przestraszone dusze, które dzielnie stawiały czoła burzy.
