Mam na imię Robert. Pięć miesięcy po śmierci mojej żony postanowiłem sprzedać jej samochód.
Stał tam, zaparkowany na podjeździe od dnia jej śmierci, nietknięty. Pomyślałem, że czas się z nim rozstać. Ale to, co miało być prostym krokiem naprzód, ostatecznie przerodziło się w coś, czego nigdy bym się nie spodziewał.
Przygotowując samochód do sprzedaży, odkryłem coś, co mnie oszołomiło. Sprawiło, że zacząłem kwestionować wszystko, co do tej pory uważałem za prawdę.
