Mój pijany mąż próbował mnie zawstydzić przed współpracownikami, ale zrobiłam coś, czego gorzko pożałował.
W życiu zdarzają się momenty zwrotne, kiedy nagle człowiek rozumie: to musi się skończyć. Kiedy świat, który starannie budował latami, wali się na oczach wszystkich. Dla mnie ten moment nadszedł wieczorem, który powinien być radosny – na bankiecie wydanym na cześć osiągnięć mojego męża.
Wytrwałam, nigdy się nie wtrącając, zawsze stojąc za nim, tak bardzo, że wielu jego kolegów ledwo wiedziało o moim istnieniu. Ciągle powtarzał mi, że nic w życiu nie osiągnęłam, że bez niego byłabym nikim i że po prostu mi współczuje. Wierzyłam w to. Próbowałam mu udowodnić, że się myli, ale jedyne słowa, jakie kiedykolwiek usłyszałam, brzmiały:
