Emilia wróciła do lady pewnym, spokojnym krokiem. Serce waliło jej jak młotem, ale nie ze strachu czy gniewu – to było uczucie ulgi, dumy i wolności. Przez te wszystkie lata przeszła przez piekło, ale teraz patrzyła na mężczyznę, który kiedyś był centrum jej świata, jak na kogoś zupełnie obcego.
Kiedy ekspres parzył cappuccino, przypomniała sobie, jak grzebała w kieszeniach w poszukiwaniu drobnych na chleb. Jak Zosia płakała z tęsknoty, a Tomek pytał, kiedy tata wróci. I choć ją to bolało, niczego nie żałowała. To wszystko dodawało jej sił.
