W blasku kryształowych żyrandoli, w otoczeniu kreacji projektantów, wpływowych polityków i cichego brzęku kieliszków szampona, ślub Carter-Harrington miał być dyrektorem kulminacyjnym nowojorskiego kalendarza spotkań. Edward Carter, miliarder i finansista, wyrafinowaną i olśniewającą Camillę Harrington. Każdy szczegół został znaleziony do doskonałościi – kwiatowe wysłane z Paryża, orkiestra na żywo i ekskluzywna lista gości, obejmująca elitę miasta.
Ale perfekcja, jak się zdarzyć, to krucha iluzja. Wystarczy drżący głos, by ją roztrzaskać.
W chwili, gdy ksiądz zaintonował: „Jeśli ktoś ma powód, przez przeciwstawienie się temu zjednoczeniu, niech przemówi teraz albo zamilknie na zawsze”, z przekaźnikami radiowymi się cichymi głosami.
