Wejście na lotnisko
O świcie szłam przez lotnisko O’Hare z małą walizką w jednej ręce i nosidełkiem przyciśniętym do piersi. W środku siedział Max, mój mieszaniec golden retrievera. Jego ciepłe brązowe oczy patrzyły na mnie z niewzruszonym spokojem.
Max to nie tylko pies – to mój partner w służbie. Odkąd wypadek sprawił, że zmagam się z atakami paniki i napadami nerwicy, jest moją ostoją. Bez niego czułabym się uwięziona we własnym ciele.
