O piątej rano metaliczny brzęk narzędzi rozniósł się echem po małym, tłustym warsztacie na rogu.
Na chodniku, obok sterty worków na śmieci, siedział czternastoletni chłopiec – głodny, brudny i wyczerpany. Przechodnie przechodzili obok, nie zwracając na niego uwagi. Nikt się nie zatrzymał, z wyjątkiem wysokiego mężczyzny z gęstą brodą, wytatuowanymi przedramionami i w zniszczonej skórzanej kurtce. Zatrzymał się, przyjrzał chłopcu i cicho zapytał:
– Jesteś głodny, dzieciaku? Wejdź.
