Ricardo Mendoza był człowiekiem, którego nazwisko pojawiało się pogrubionymi literami na pierwszych stronach magazynów biznesowych. W wieku czterdziestu dwóch lat znany był w całym kraju jako potentat budowlany, którego wieżowce lśniły na tle panoram miast. Miał prywatne odrzutowce, rezydencję nad morzem, kolekcję luksusowych samochodów i zespół asystentów, którzy planowali każdą sekundę jego życia.
Dla świata miał wszystko. Ale za szklanymi ścianami swojego biura i blaskiem sukcesu Ricardo nosił w sobie cichą pustkę. Miał wszystko, co można było kupić za pieniądze – z wyjątkiem jednej rzeczy, którą stracił dawno temu: Isabelli.
