Na międzynarodowym lotnisku w Los Angeles panował typowy dla siebie chaos – turkot kółek bagażowych, dzwonienie telefonów, cichy szum komunikatów mieszał się z gwarem rozmów. W samym środku tego wszystkiego, w kolejce do wejścia na pokład pierwszej klasy, stał spokojnie mężczyzna. Miał na sobie znoszone dżinsy, zniszczone buty i wyblakłą kraciastą koszulę. Pojedynczy plecak przewieszony przez ramię wyglądał, jakby widział połowę świata.
Tym mężczyzną był Keanu Reeves.
