Wyobraź sobie: wracasz do domu po wieczorze spędzonym z przyjaciółmi, z lekkim humorem, trochę zmęczony, ale szczęśliwy, że znów jesteś w swoim przytulnym azylu. Jest późno, panuje cisza. Delikatnie otwierasz drzwi sypialni, przekonany, że twój partner już śpi…
A potem krew robi się zimna.
Cztery stopy.
Na końcu łóżka.
Nie dwie… cztery.
