„Mamo, pomóż mi!” Głos małej Sophie Carter był ochrypły, a jej pięści bezsilnie uderzały w przyciemniane szyby czarnego mercedesa. Letnie słońce przypiekało samochód, zamieniając go w piec. Pot spływał jej po policzkach, mocząc bladożółtą sukienkę. Każdy oddech był urywany, a usta drżały, gdy krzyczała.
Zaledwie kilka minut wcześniej jej macocha Claudia wysiadła z samochodu. Jej czerwone szpilki pewnie stukały o marmurowy podjazd, gdy nacisnęła kluczyk do zamka. Zerknęła za siebie – jej wzrok napotkał desperackie spojrzenie Sophie – po czym odwróciła się z lekkim uśmieszkiem. Dla kogoś z zewnątrz mogłoby to wyglądać na nieumyślny błąd. Ale Sophie znała prawdę: Claudia zostawiła ją tam celowo.
