No cóż, zrobiłam te naleśniki zupełnie przypadkiem pewnego ranka, mając w lodówce jogurt do skończenia i obraną na pół cytrynę. I wiecie co? Wyszły puszyste, lekkie i przepysznie aromatyczne. Takie, które aż chce się jeść palcami, obracając je na patelni.
Nic zbyt wymyślnego ani zbyt słodkiego, uwaga; tylko odrobina miodu dla idealnej słodyczy. Krótko mówiąc, pyszne i wystarczająco zdrowe, by poczuć się dobrze, nawet jeśli zjesz trzy pod rząd (nie żebym ja tak robiła… a może jednak).
