Stałam przed domem, a serce waliło mi jak młotem. Moje rzeczy walały się po trawniku niczym porzucone śmieci. Ubrania, książki, kilka pamiątek, nawet moja ulubiona poduszka. A tam, na chodniku, stał mój mąż – a właściwie mój niedługo były mąż – uśmiechając się triumfalnie, z kobietą uczepioną jego ramienia.
—„Nie ma potrzeby robienia sceny” – powiedział chłodno. „Ten dom należy do mojego dziadka. Nie masz tu żadnych praw. Spakuj swoje rzeczy i wyjdź…”
