Nigdy się nie odzywała, nigdy nikomu nie patrzyła w oczy i nie miała żadnej historii poza numerem: #1462. Kiedy skurcze zaczęły się w szpitalu więziennym, personel myślał, że to rutyna. Ale krzyk położnej rozdarł korytarz, ujawniając poród tak szokujący, że nikt, kto był jego świadkiem, nigdy go nie zapomni.
Poranek zaczął się zbyt cicho. W więzieniu znanym z trzaskania drzwiami, wykrzykiwanych rozkazów i nieustannego szurania łańcuchami, sama cisza wydawała się ostrzeżeniem. Dyżurująca pielęgniarka to czuła. Położna to czuła. Nawet więźniarki, niespokojne za kratami, zdawały się wstrzymywać oddech.
