Telefony zawsze dzwoniły w cichych godzinach popołudniowych. Około drugiej lub trzeciej dzwonił telefon i to była moja córka Kavya. Urodziła zaledwie dziesięć dni wcześniej i przebywała w domu męża w wiosce Bhawanipur. Jej głos, zazwyczaj miękki i radosny, teraz nabrał ostrości, wyrażając strach i wyczerpanie.
„Mamo, jestem taka zmęczona… Boję się… Proszę, przyjedź i zabierz mnie do domu”.
