Wszystko zaczęło się pewnego zwyczajnego wieczoru w przydrożnej knajpce. Piętnastu motocyklistów, wszyscy weterani wojskowi, siedziało przy stole, popijając kawę i wymieniając się historiami. Stoisko wypełniały skórzane kurtki, zniszczone twarze i głośny śmiech. To było spotkanie, które dla osób z zewnątrz mogłoby wydawać się onieśmielające, ale dla mężczyzn przy tym stole było prawdziwą rodziną.
Wtem, niespodziewanie, podszedł do nich mały chłopiec, nie wyższy od blatu stołu. Miał na sobie koszulkę z dinozaurem i emanował powagą daleko wykraczającą poza jego wiek. Jego małe dłonie drżały, gdy kładł na stole kilka zmiętych banknotów jednodolarowych.
