Kiedy myślę o mojej babci, Margaret Harper, pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl, to „oszczędna”. Była typem kobiety, która czyściła torebki strunowe, żeby je ponownie wykorzystać, skrupulatnie wycinała kupony z niedzielnej gazety i zachowywała każdą gumkę recepturkę, drucik zaciskowy i torbę na zakupy jak cenne pamiątki rodzinne.
Dla nas, jej rodziny, była kochająca, oczywiście – bezgranicznie. Ale była też, w naszych oczach, nieco staromodna, a nawet ekscentryczna w swoim oddaniu życiu w prostocie i oszczędności.
