Darius Stone miał być w Seattle. Nie doszło do transakcji, a jego prywatny odrzutowiec został zatrzymany do kontroli. Portland nie był planowany; to była po prostu niewygodna przesiadka. Ale kiedy parkingowy wysadził go w przytulnej kawiarni na Alberta Street, coś nieoczekiwanego się w nim poruszyło. Jakiś znajomy cień, jak wspomnienie muskające skórę.
Przeszedł obok prawie niezauważony. Ale coś – instynkt, jakiś impuls – kazało mu spojrzeć w okno kawiarni.
