Nigdy nie wyobrażałam sobie, że coś tak zwyczajnego jak kaktus w doniczce może wywrócić mój świat do góry nogami. Ale tak się stało. I nie tylko w symboliczny sposób, w stylu „życie jest dziwne”. Nie, to było prawdziwe. Namacalne. Ukochany kaktus mojego męża – ten, którego nazywał „Generałem” – roztrzaskał się na podłodze w sypialni, a wraz z nim iluzja naszego małżeństwa.
Wszystko zaczęło się w spokojny sobotni poranek. Wiosenne światło łagodnie wpadało do naszego mieszkania, nadając mu złocisty blask. John wyjechał dwa dni wcześniej w miesięczną podróż służbową do Nowego Jorku. A przynajmniej tak mi powiedział.
