Przez trzy miesiące nikt w banku nie znał jej imienia. Nie odzywała się, nie narzekała, nawet nie prosiła o pomoc. Po prostu… była.
Delikatna postać, ubrana w golf i chustę na głowie, cicho przemykała przez marmurowe korytarze, dyskretnie zamiatając bałagan dnia. Wypolerowała podłogi, aż odbijały każdy promyk światła, usuwając odciski palców z każdej metalowej powierzchni i pozostawiając po sobie zapach cytryny i świeżego powietrza. Czystość, która nie tylko usuwała brud, ale i zmiękczała pomieszczenie.
