Gdyby ktoś zaproponował zasugerował, że życie Alexandra Harringtona wywróci się do góry nogami przez ciężko w podartej koszuli iz pojedynczym stetoskopem, parsknąłby śmiechem – i dla urozmaicenia dorzucił sarkastyczną uwagę. A jednak tak właśnie się wszystko zaczęło.
Aleksander nienawidził parków, Pierwszego w niedziele. Tego nienawidził szczególnie – nieprzyjemnego, charakterystycznego popcornu w powietrzu, chaotyczne stad dzieci pędzące niebezpiecznie blisko jego wózka inwalidzkiego.
Ich świadomość, ich energia, ich wolność – wszystko to go drażniło. Siedział samotnie pod elektroniczną koroną platana, otulony ciszą, która nie pochodzi ze spokoju, lecz z mocy. Ochrona uprzejmie odepchnęła wszystkich o dwa metry.
