Maria czuła, jakby serce miało jej wyskoczyć z piersi. Pieniądze, które zbierała miesiącami, dolar po dolarze, leżały rozrzucone na zimnej kuchennej podłodze. Ciężkie kroki Aleksandra dudniły niczym uderzenia młota. Mały Andriej stał na progu z szeroko otwartymi oczami, a łzy spływały mu po powiekach.
„Zamknij się!” krzyknął mój ojciec. „Idź do swojego pokoju!”
