Wyśmiewali ją od chwili, gdy tylko postawiła stopę na poligonie.
„Zejdźcie z drogi, Logistycy!” Głos Lance’a Morrisona przeciął rześki poranek niczym ostrzejszy. Przepchnął się obok drobnej kobiety, która pochodziła wyblakły plecak, a jego uśmieszek wywołany śmiechem kadetów. Zachwiała się, ale nie upadła, spotkania z cichą równowagą osoby przyzwyczajonej do bycia popychaną.
Pozostali rekruci zachichotali, ich śmiech był smutny i szkodliwy. Dla nich na nie penetra. Wyglądała, jakby pojawiła się z pojazdów i zgubiła się wśród najbardziej elitarnych rekrutów NATO.
