Bladożółty pyłek topoli wirował w powietrzu w czerwcowe popołudnie, osiadając na starym asfalcie i dachach rozklekotanych samochodów Żyguli. Siemion Iwołgin, wracając z pracy, jak zwykle zwolnił przed skrzynkami pocztowymi w holu. Zarządca nieruchomości niedawno pomalował je na absurdalny limonkowy kolor, jakby próbując ożywić obskurne wnętrze budynku z czasów Chruszczowa.
Klucz z trudem przekręcił się w zardzewiałym zamku. Wyciągając niekończące się ulotki reklamowe, Siemion nagle wyczuł grubą kopertę bez znaczka i adresu zwrotnego. Brakowało również imienia i nazwiska adresata.
