Ale nie było ze mną dobrze. Coś było nie tak, choć nie potrafiłem tego nazwać. Caroline nigdy nie powitała mnie w rodzinie. Od momentu, gdy Dylan nas sobie przedstawił dwa lata temu, była chłodna, uprzejma, ale zdystansowana. Nigdy nie powiedziała niczego wręcz okrutnego, ale pojawiło się mnóstwo drobnych cięć: komentarze o tym, że moja praca nauczycielska nie jest wystarczająco prestiżowa, pytania o moje pochodzenie, które bardziej przypominały przesłuchania, i sugestie, że Dylan może chcieć zachować otwarte pole manewru, skoro jest „jeszcze taki młody”.
Na przyjęciu weselnym moja teściowa wrzuciła coś do mojego szampana, więc zmieniłam kieliszki…
