Przeczytaj także:
Aleksiej Sieriebriakow przerwał ciszę: „Jestem dziadkiem, który kompletnie stracił rozum”.
Pół roku później Mira kupiła mieszkanie – jasne, z panoramicznym oknem wychodzącym na park, gdzie korony drzew kołysały się łagodnie o porankach, a miasto przypominało sobie, że ma niebo. Nazwała parapetówkę „świętem niepodległości”: przyszli przyjaciele i koledzy; na stole stało proste jedzenie; na parapecie wisiały kaktusy w zabawnych doniczkach. Towarzyszył jej mężczyzna – wysoki, lekko zgarbiony, o uważnym spojrzeniu. Czy miał na imię Artem? Nie. Nazywał się Nikita . I nie było w nim nic rzucającego się w oczy. Mówił cicho, słuchał uważnie i przyniósł mi rzadką publikację o historii stoczni – nauczył się od Miry morza, które przyciągnęło mnie do mojego zawodu.
