Z czasem rytuał stał się mniej magiczny, a bardziej miłosierny. Ścięta cytryna przy łóżku. Uchylone okno, by wpuścić nocne powietrze. Szklanka wody w zasięgu ręki, gdy w ustach zaschło jej od płytkiego oddychania. Te przedmioty nie obiecywały uzdrowienia. Obiecywały jedynie uwagę. Przypominały jej, by słuchała swojego ciała, a nie tylko lęków. Wiedziała, że olejki cytrusowe nie zastąpią lekarstwa ani terapii. Mimo to dawały cichy znak troski w półmroku, gdy narastał niepokój, a rozsądek zdawał się odległy.
Sztuczka oddechowa z cytryną przy łóżku
