Mijały dni. Potem tygodnie. Ataki nie znikały, ale słabły na obrzeżach. Tam, gdzie strach kiedyś był murem, zaczął przypominać falę, na której można było się przepłynąć, jeśli tylko zachowała spokój. Cytryna przestała być narzędziem ratunkowym. Stała się przypomnieniem. Małą, jasną kotwicą, która mówiła, że ma prawo zająć miejsce nawet w swoim lęku.
Sztuczka oddechowa z cytryną przy łóżku
