Byłam tam, siedziałam wyprostowana, wyczerpana, ale żywa, trzymając w ramionach naszą nowonarodzoną córeczkę.
Zamarł w drzwiach, z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy. Potem kolana ugięły się pod nim i popłynęły łzy – nie z żalu, ale z czystej ulgi, że życie dało mu drugą szansę.
