W rozmowie przywołanej przez Super Express wspomina, że do tego dochodziły sporty ekstremalne „z promilami we krwi” – snowboard, rower, przekraczanie własnych granic, naginanie umów na planie. „Przekraczałem barierę” – mówił w wywiadzie dla Plejady, cytowanym przez „SE”.
„Moje starsze córki już widziały, jak piję”
Najmocniejsze w tej historii nie są jednak promile, tylko to, kto patrzył.
„Pomimo tego, że rodzina była, to choroba była na tyle silna, że niestety moje starsze córki już widziały, jak piję. To coś, czego żałuję. Uzależnienie jest tak silne, że potrafi podeptać bliskich” – powiedział w rozmowie z Natalią Wolniewicz dla Plejady, cytowanej przez CoZaTydzień.
Trzy córki: Marianna, Marcelina i Michalina. Ich imiona padają w tekstach CoZaTydzień i Super Expressu – obie redakcje podkreślają, że aktor nie ucieka od faktu, że jego dzieci widziały tatę pod wpływem.
Nie próbuje tego pudrować. Mówi, że to jest coś, co będzie w nim siedzieć na zawsze. I że właśnie strach przed tym, co zrobi rodzinie, jeśli dalej będzie pił, stał się jednym z impulsów do zmiany.
„Postanowiłem uciec śmierci spod kosy”
W pewnym momencie dociera do niego, że to nie jest tylko „za dużo piwa”.
„Rodzina jest tym, co jest dla mnie najważniejsze i dzięki czemu ocknąłem się oraz postanowiłem uciec śmierci spod kosy. Ta choroba jest śmiertelna. To by się skończyło moją śmiercią – czy to przez zapicie, czy wypadek samochodowy” – powiedział w rozmowie z Natalią Wolniewicz dla Plejady.
Onet, cytując ten wywiad, pisał wprost: aktor miał świadomość, że jeśli dalej będzie żył tak jak dotychczas, skończy albo w rynsztoku, albo na cmentarzu.
W Super Expressie wspominał z kolei o nocy na ostrym dyżurze, gdzie patrzył na ludzi trafiających tam po alkoholu, mówiących do lekarzy i policjantów: „Ja tylko jedno piwko wypiłem”. I z przerażeniem rozpoznawał w nich… samego siebie.
Facet z okładek, który dziś „zasuwa w scenografii”
Żeby zrozumieć, jak bardzo ta historia jest o przewartościowaniu, trzeba się cofnąć o kilkanaście lat.
Ten mężczyzna to Bartosz Obuchowicz – dla wielu na zawsze Tomek Burski z „Na dobre i na złe”. Zagrał w serialu jako 17-latek, zdobył rozpoznawalność, potem były kolejne filmy i produkcje.
„Trzeba się zderzyć z tym, że człowiek był na okładkach gazet, był gwiazdą, a w pewnym momencie tego nie ma. Zasuwam w scenografii czy oświetlam moich kolegów, którzy teraz są gwiazdami” – powiedział w rozmowie z Natalią Wolniewicz dla Plejada.pl.
Plejada opisywała to jako bardzo trzeźwe – i trochę gorzkie – podsumowanie zawodu aktora: raz jesteś „na wozie”, raz pod wozem. Raz grasz główne role, potem nosisz kable i ustawiasz światło innym.
On sam mówi, że dziś ma do tego duży dystans. Ważniejsze od tego, czy jest przed kamerą czy za nią, jest dla niego to, czy jest trzeźwy i obecny w domu.
Rodzina jako hamulec i koło ratunkowe
We wszystkich wywiadach powtarza się jeden wątek: rodzina.