Dworzec był wtedy drewniany – łatwo było znaleźć ciepły zakamarek. Bezdomni, którzy sami nie mieli nic, podzielili się z chłopakiem jedzeniem. Tłumaczył, że nigdy nie zapomniał tego gestu.
W innym wywiadzie wspominał kolegów z tamtych czasów, którzy „zamarzli”, bo nie mieli gdzie spać. Redakcja eDziecko pisała, że te doświadczenia sprawiły, iż dobrze rozumiał, co znaczy bezdomność i skrajne wykluczenie.
Dziecko bez domu, które znalazło swój tabor
Kiedy nie miał siły wracać do domu, bywał też w miejscach, których większość „porządnych ludzi” unikała.
Spędzał czas z Romami – przy ognisku, w taborach, w drodze.
Jak przypominają WP Film i Pudelek, zaprzyjaźnił się z nimi tak mocno, że nadali mu przydomek Baroszero.
Z ich punktu widzenia był pewnie „dziwnym polskim chłopakiem”, który lepiej czuł się przy wędrownym ognisku niż przy własnym stole w domu. Dla niego byli namiastką wolności, ale też – paradoksalnie – bezpieczniejszego świata niż ten, który czekał za drzwiami mieszkania.
„Byłem bitym dzieckiem” i ojcostwo po latach
Doświadczenie przemocy zapamiętał na zawsze. Mówił, że dokładnie wie, jak czuje się dziecko, które boi się własnych rodziców.
W rozmowie cytowanej przez WP i Onet podkreślał, że kiedy sam został ojcem, bardzo starał się nie powielać rodzinnych schematów.
„Wiem, co robi bicie i krzyk. Dlatego byłem na to wyczulony. Chciałem, żeby moje dzieci miały dom, a nie miejsce, z którego się ucieka” – powiedział w jednym z wywiadów, do którego odwołuje się serwis Parenting.pl.
To, że sam wyszedł z takiego domu, stało się dla niego punktem odniesienia na całe życie – w relacjach, w wychowaniu, a także w tym, jak patrzył na ludzi w kryzysie.
Chłopak z Grochowa, którego znała cała Polska
Ten głodny, bity i śpiący na dworcu chłopak to Emilian Kamiński.
Urodził się w 1952 roku w Warszawie, dorastał na Grochowie. Po ukończeniu warszawskiej szkoły teatralnej zadebiutował w Teatrze Na Woli, grał później w Teatrze Narodowym i Ateneum.
Dla szerokiej publiczności był przede wszystkim:
charakterystycznym aktorem filmowym i serialowym („U Pana Boga w ogrodzie”, „M jak miłość” i dziesiątki innych ról),
założycielem Teatru Kamienica – prywatnej sceny w centrum Warszawy, która miała być nie tylko miejscem grania, ale też domem dla ludzi z różnych środowisk.
Koledzy z branży mówili o nim, że był „człowiekiem instytucją” – aktorem, reżyserem, gospodarzem własnego teatru i kimś, kto naprawdę lubił ludzi.
Dlaczego pomagał bezdomnym? Bo sam znał ulicę
Kiedy w Teatrze Kamienica zaczęto organizować Wigilie dla bezdomnych i ubogich, nie była to dla niego fajna „akcja PR”. To było coś osobistego.
Polskie Radio Trójka przypomina, że podczas tych spotkań sam obsługiwał gości, siadał z nimi do stołu, rozmawiał. Wiedział, jak ważne jest, żeby ktoś, kto jest na ulicy, choć raz w roku poczuł się jak zaproszony, a nie przegoniony.