Minęły trzy tygodnie, a czas wydawał się stanąć w miejscu, jakby moje życie stanęło w miejscu, a reszta świata toczyła się dalej beze mnie.
Nazywam się Erin i mając czterdzieści lat, uczyłam się, jak cichy może być dom, gdy nagle znika światło, które kiedyś go wypełniało. Moje dni zlewały się w całość, naznaczone jedynie nieprzespanymi nocami i długimi, pustymi porankami. Poruszałam się po domu na autopilocie, robiąc absolutne minimum, by sprawiać wrażenie, że funkcjonuję, podczas gdy moje serce krążyło gdzieś daleko.
