Jestem 62-letnią wdową, mam jednego syna i troje wnucząt — albo przynajmniej tak myślałam przez większość swojego życia.
Po śmierci męża syn stał się moją ostoją. Poświęciłam mu wszystko, co miałam – swój czas, oszczędności, serce. Kiedy się ożenił, powitałam jego żonę z ostrożną nadzieją. A kiedy na świat przyszły ich dzieci, uwierzyłam, że Bóg dał mi drugą szansę na radość.
