Bałwany Nicka narodziły się jako prosta zimowa tradycja — coś, co można zobaczyć przez kuchenne okno i pomyśleć: „ Dokładnie tak powinno wyglądać dzieciństwo”.
Każde popołudnie przebiegało według tego samego rytuału: plecak odrzucony na bok, buty zdjęte, jakby go zdradziły, płaszcz zapięty do połowy, czapka lekko przekrzywiona. Potem z dumą ogłaszał nazwisko rekruta, jakby zaczynał zmianę.
