Chciałem tylko, żeby widział we mnie ucznia, a nie kolor. Dyrektor Carter delikatnie położył mu dłoń na ramieniu. „Wiem, Marcus, i przykro mi, że musiałeś się tak wykazać. Żadne dziecko nie powinno”. Ogłoszono apel i wszyscy wstrzymali oddech, gdy pan Whitman próbował wyjaśnić dr Amelii Johnson, dlaczego jej syn stoi przed tablicą, rozwiązując zadanie na poziomie uniwersyteckim po wyzwaniu zrodzonym z uprzedzeń. Ciszę przerwało donośne pukanie.
Stukot obcasów na korytarzu stawał się coraz głośniejszy. Whitman zamarł przy biurku, wciąż trzymając telefon przy uchu, z twarzą barwy pergaminu. W słuchawce wszyscy usłyszeli opanowany, elokwentny, ale ledwo powściągliwy kobiecy głos. „Będziemy za 10 minut” – powiedziała lodowato.
