Deszcz był stały i zimny we wtorkowy poranek, kiedy zobaczyłem go potykającego się po ulicy, przesiąkniętego i drżącego.
Nie wahałem się… Przestałam się spieszyć na rozmowę o pracę i pomogłam starszemu nieznajomemu, owijając wokół niego kurtkę i prowadząc go do schronienia.
Zanim zdjąłem deszcz z twarzy i sprawdziłem zegarek, wywiad się skończył.
Siedziałem na schodach budynku, wilgotny i pokonany, kiedy mój telefon niespodziewanie brzęczał – wiadomość z numeru, którego nie rozpoznałem, pochodząca z biura na najwyższym piętrze firmy, właśnie przegapiłam okazję do zaimponowania.
To poruszyło we mnie coś niełatwego, nie do końca nadzieję, ale poczucie, że ta chwila, tak straszna jak się czuła, może nie być końcem.
Przegapianie wywiadu byłoby tylko kolejnym zamkniętym drzwiami, ale tego dnia cisza wokół mnie była dziwna.
Recepcjonistka nawet nie spojrzała w górę, kiedy przyjechałem późno, a e-maile ankietowanych później czułem się jak ostatni zamek kliknięcie zamknięte.
Jednak nie mogłem pozbyć się uczucia, że ktoś tam na górze zauważył więcej niż tylko moje spóźnione przybycie.
Może to była moja improwizowana uprzejmość, albo fakt, że nadal tam siedziałam, przemoczona i patrzyłam na deszcz.
Moje życie wydawało się ostatnio ciągłym aktem równoważenia – wiele tymczasowych prac, wieczorowa klasa w niepełnym wymiarze godzin i nieustępliwa presja naciskających aplikacji.
Każdego dnia przetaczałem się między niepewną nadzieją na lepszą przyszłość a surową rzeczywistością rachunków i niespłaconych długów.
Przerwy takie jak poranna deszczowa objazd były luksusem. Nie mogłem sobie pozwolić, ale desperacja zmusiła mnie, bym przejmował się czyimś problemem.
Władza w tej historii wydawała się zarezerwowana dla ankieterów i ukrytych wewnętrznych działań firmy.
Ich milczenie było głośniejsze niż słowa – e-maile pozostawione bez odpowiedzi, rozmowy na pocztę głosową, i zespół HR, który wydawał się mieć bardziej pilne priorytety niż mój los.
Ich obojętność była cichą, ale brutalną formą władzy, przypominając mi, gdzie stałem w porządku dziobania: tylko jeden jeszcze wnioskodawca, łatwo odrzucić.
Do tego ranka sytuacja stale się zaostrzała.
Dwa tygodnie wcześniej moje ostatnie tymczasowe zadanie skończyło się bez obietnicy odnowienia.
W zeszłym tygodniu godzinami zmieniałem życiorys i przygotowywałem się do tej wielkiej szansy.
Dzień wcześniej dowiedziałem się, że krewny jest chory, dodając stresu do mieszanki.
Ranek wywiadu, nagłe ulewy uwięziły mnie na zewnątrz i zmusiły do spotkania, które wszystko zmieniło.
Wiadomość z tego górnego piętra była fragmentem, układanką, która dokuczała, ale nie wyjaśniała jej znaczenia.
Przygotowuję się na kolejne spotkanie, nie wiem, czy to druga szansa, czy tylko kolejny biurokratyczny ruch, by mnie zwolnić.
Nie mogłem jeszcze oddzwonić ani odpowiedzieć… Czekam, ale każda minuta, która przechodzi, dodaje do tego, że tracę poczucie, że tracę wszystko, co mam.
Deszcz się nie zatrzymał, nie ma też niepewności.
Co oznacza ta nieoczekiwana wiadomość i czego może wymagać ode mnie później, pozostaje kwestią, która wisi poza zasięgiem.
Czytaj więcej na następnej stronie