Kuchnia była ciasna, taka przestrzeń, która czuła się jeszcze mniejsza z ciężarem niewypowiedzianych rzeczy. Myłem naczynia, woda kojąca sycz w ciszy nocy, kiedy zadzwonił telefon. Ostry, pilny.
Zawahałem się, naczynie lekko wyślizgnęło mi się z ręki, kiedy wycierałem palce po dżinsach, żeby je wysuszyć.
