Rano nie mogłem oderwać się od jego walki na przystanku autobusowym, patrząc, jak trzyma swoje bliźniaki sam

Dzień, w którym go zobaczyłem był kolejnym szarym porankiem na obrzeżach miasta – pęknięty chodnik przystanku autobusowego migoczący wczesnym światłem i słabym zapachem deszczu w powietrzu.

Był tam, człowiek, który wszystko, co życie rzuciło w niego, zmagał się z ciężarem bliźniaków, przykutych do chłodu.

Ich matka nie była nigdzie widziana, zostawiając bez słowa, a cała ulica wydawała się odwracać się, jakby …

KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE

👇 👇 👇 👇 👇

Leave a Comment