To było zwyczajne czwartkowe popołudnie w małym, zatłoczonym magazynie, w którym pracowałem, powietrze gęste kurzem i słaby szum świetlówek nad głową. Skontaktowałem się, żeby dopasować pudełko na półce, kiedy przechodząca przez nią sprzedawczyni ostro pękła: “Nie dotykaj tego. Skażasz inwentarz”.
Jej słowa przecinają się przez zwykły hałas jak zimny bicz. Brzmiała obrzydzająco, jakbym była czymś brudnym, a nie tylko pracownikiem wykonującym swoją pracę. Oboje zamarliśmy na chwilę, zanim odwróciła się i odeszła, zostawiając niezręczną ciszę wiszącą w powietrzu.
