To było tuż po zmierzchu w chłodny, piątkowy wieczór w klubie Rusted Chain Motorcycle Club. Powietrze było chrupiące, z odrobiną benzyny i starej skóry z rzędów motocykli na zewnątrz. Opierałem się o ścianę, patrzyłem, jak cienie rosną, gdy otwierały się ciężkie drzwi garażowe.
Chłopiec, nie starszy niż 16 lat, wszedł do środka. Jego twarz była posiniaczona, świeży ślad, który mówił o walce albo wypadku. Wyglądał na zdenerwowanego, ale w jego oczach była determinacja, która nie wierzyła w jego wiek. Zatrzymał się na chwilę, biorąc w słabo oświetlony pokój i niewielu z nas rozrzucone wokół.
