Ulica miejska brzęczała swoim codziennym porannym chaosem. Rogi płonęły, ludzie się śpieszyli, i chłód w powietrzu wydawał się przedostawać przez mój płaszcz.
Moje dziecko ciągnęło mnie za rękę, chcąc dostać się do szkoły, podczas gdy ja równoważyłem kilka toreb spożywczych w drugiej.
