Dzwonili ze szkoły, sygnalizując koniec kolejnego wilgotnego czwartku, pewnego rodzaju późnego wiosennego dnia, w którym światło słońca wydawało się przycinać pęknięty chodnik.
Kiedy wszedłem na drewniany ganek mojego skromnego domu, zauważyłem ją.
Była boso, brudna i trzymała w ramionach kulejącego małego.
Bez słowa, przepchnęła mnie.
Jej pilność została napisana na jej małej twarzy, dziewięciolatka z misją.
Następna chwila była surrealistyczna.
…
👇 👇 👇 👇 👇