Siedziałem na pękniętych schodach domu rodziców, czując szorstkość drewna pod palcami. To było spokojne niedzielne popołudnie w naszej małej, sennej okolicy, kiedy nazywali go znowu “tylko psem”.
Dzieci sąsiadów, nieświadome wagi swoich czynów, rzucały kamieniami w pobliżu ogrodzenia, gdzie pies zwykle leżał.
