Stałem przy pękniętej fontannie na centralnym dziedzińcu akademii tuż po lunchu. Woda w dorzeczu wyglądała na czystą, ale ostry, ziemny smród był niemylny. To nie tylko śmierdziało jak brud; to niosło ciężar złamanej obietnicy i świat, który zapomniał jak być człowiekiem.
Spojrzałem dookoła, powietrze jest cięższe z tym zapachem. Mój umysł wrócił do porannego upokorzenia – męczarni kolegi z klasy, która się rozprzestrzeniła. Akademia razem nazwała go “nikim”, a teraz cisza była ogłuszająca, z wyjątkiem słabego drona plotek.
