To był wczesny poranek w naszym małym, zatłoczonym mieszkaniu – tuż po 6 rano, kiedy słońce ledwo przesiąknęło przez cienkie zasłony.
Siedziałem na kanapie, karmiłem piersią nasze nowonarodzone bliźniaki, wyczerpany, ale skupiony na zachowaniu ich spokoju.
